tks tomasovia

środa 18 październik 2017

odwiedzono nas 61534

logo
20 lutego odbyły się ostatnie mecze sezonu zasadniczego w rozgrywkach grupy 4 II ligi kobiet. Zawodniczki Tomasovii po domowej porażce z MKS-em San-Pajda Jarosław spadły na piąte miejsce w stawce i właśnie na tej pozycji zakończyły swoje zmagania w kampanii 2015/2016. Miniony sezon podsumowujemy w rozmowie z trenerem tomaszowianek, Stanisławem Kaniewskim.

Diana Kierepko – LUBSPORT.PL: Inne zespoły w grupie 4 II ligi kobiet czekają na fazę play-off, natomiast Tomasovia zakończyła już rozgrywki. Proszę wyjaśnić naszym czytelnikom dlaczego tak się stało?

Stanisław Kaniewski: Zakończyliśmy już rozgrywki, bo w naszej grupie jest taka sytuacja, że SMS PZPS II Szczyrk rezygnuje z dalszych gier. Dlatego zespół, który zajął piąte miejsce, już dalej nie gra o nic. Nasza drużyna uplasowała się właśnie na tej lokacie i tak wyszło, że skończyliśmy już rozgrywki. Teraz mamy okres roztrenowania. Trenujemy, ale nie tak intensywnie jak wcześniej. Na razie schodzimy z obciążeń, bo ostatnio dziewczyny pracowały bardzo ciężko, a do tego doszły kontuzje i choroby, przez co zawodniczki musiały często zmieniać pozycje. Aktualnie udoskonalamy elementy taktyczne i techniczne, które były naszą słabością.

Tomasovia ostatecznie uplasowała się na piątym miejscu. Jest Pan rozczarowany tym wynikiem czy raczej satysfakcjonuje Pana ta pozycja?

Serce mówi, że jest niedosyt. Rozum podpowiada jednak, że to było nasze maksimum. Kadrę Tomasovii osłabiły kontuzje i odejście Sylwii Bieleckiej. W ostatnich latach kończyliśmy sezon w czwórce, ale w tym roku było zbyt dużo ubytków. Ławka rezerwowych okazała się za krótka i nie byliśmy w stanie powalczyć o wyższe miejsca. Moim zdaniem piąta lokata to dobry wynik dla tej drużyny.

Pierwsze runda w Waszym wykonaniu była zdecydowanie lepsza. W rewanżach zespół nie prezentował się już tak dobrze...

W pierwszej rundzie mieliśmy naszą libero – Sylwię Bielecką. Ta zawodniczka bardzo dobrze spisywała się w obronie i na przyjęciu. Nie mieliśmy kontuzji i chorób. Graliśmy cały czas naszym najmocniejszym zespołem, którym trenowaliśmy przed sezonem. Graliśmy mnóstwo sparingów i mieliśmy taki automatyzm w grze. Niestety po odejściu Sylwii to wszystko nam się zgubiło. Szukaliśmy różnych rozwiązań, ale w szybkim tempie nie da się tego zmienić. Poza tym w sierpniu i we wrześniu miałem do dyspozycji wszystkie zawodniczki. Teraz, kiedy dziewczyny pracują i studiują, ciężko jest im być codziennie na treningu. Tym bardziej, że część z nich nie mieszka w Tomaszowie Lubelskim. Tak więc urazy i uboga kadra spowodowały, że zagraliśmy słabiej.

Patrząc na klasyfikację końcową – może poza trzema ostatnimi miejscami – należy stwierdzić, że grupa 4 była dość wyrównana. Co więc było atutem Tomasovii, który pozwolił tej drużynie uplasować się na piątym miejscu?

Przede wszystkim to, że tworzyliśmy fajny klimat w tym zespole. Dziewczyny bardzo chętnie ze sobą przebywały – zarówno na treningach, jak i poza nimi. Nie było sytuacji kryzysowych. W zespole kobiecym to jest bardzo ważne. Już wiele razy doświadczyłem, że jak w szatni nie było dobrze, to zespół nie grał na swoim poziomie. A tutaj właśnie była świetna atmosfera. Duża w tym zasługa naszej kapitan – Marty Jasiewicz, która bardzo scalała ten zespół. Sylwia Bielecka też dawała dziewczynom dużo wskazówek po zajęciach. System gry, który wybraliśmy po meczach sparingowych, sprawdzał się.

Z którego meczu w tym sezonie jest Pan najbardziej zadowolony?

Na pewno z domowego spotkania z AGH Kraków, które wygraliśmy 3:0. Bardzo równy mecz. Zagraliśmy taką siatkówkę do jakiej dążę. W stu procentach realizowaliśmy naszą taktykę. Zawodniczki zdobywały punkty w polu serwisowym i w bloku. Mecz wyszedł nam rewelacyjnie. Będąc w takiej dyspozycji wygralibyśmy tę ligę.

A jest taki mecz, o którym chciałby Pan jak najszybciej zapomnieć?

Jest kilka takich spotkań, które na pewno nam nie wyszły. Wspomnę o wyjazdowym meczu w Tarnowie, w którym prowadziliśmy w pierwszym secie 24:18 i przegraliśmy tę partię i całe spotkanie 2:3. Szczególnie nie podobały mi się mecze rozgrywane w styczniu i w lutym. Wynikało to jednak z tego, że zawodniczki nie grały na swoich pozycjach. Powiem szczerze, że to było takie dogrywanie. Chcieliśmy po prostu rozegrać mecz, chociaż zawsze przed spotkaniem bardzo mobilizowałem dziewczyny. Zawsze mówiłem, że charakter jest najważniejszy, ale niestety brak automatyzmu spowodował, że graliśmy słabo.

Jest jakaś zawodniczka, która w ciągu całego sezonu zasługuje na wyróżnienie?

Myślę, że większość dziewczyn na pewno dało z siebie dużo. Trudno wymienić jedną dziewczynę i powiedzieć, że to dzięki niej graliśmy lepiej. Były zawodniczki, które tworzyły ten zespół. Szczególnie w pierwszej rundzie, jak wspomniana Sylwia Bielecka, która odeszła od nas, a była duchem zespołu. Również Kasia Marcyniuk, która w tamtym roku grała dobrze, ale w tym sezonie spisywała się jeszcze lepiej. Marta Jasiewicz to taki prawdziwy kapitan – na boisku i poza boiskiem. One we trzy nie schodziły poniżej dobrego poziomu.

Któraś zawodniczka zaskoczyła Pana swoją grą, była odkryciem w tym sezonie?

Cieszy to, że sportowo dojrzała na rozegraniu moja córka – Patrycja Kaniewska. Miała być takim dopełnieniem rozegrania, a w ciężkiej sytuacji to ona zaczęła grać i spisywała się bardzo dobrze. Cieszy, że była przydatna dla drużyny. Wnosiła do zespołu bardzo dużo dobrego. Poza tym cieszy dobra postawa kadetek, które grały z nami. Mówię tutaj o Gabrysi Kostur, Martynie Dzidzie, Wiktorii Beńko czy Weronice Umer, która później grała na libero. To są dziewczyny bardzo młode i mam nadzieję, że w przyszłości zasilą nasz zespół. Są bardzo ambitne, fajnie trenują, żyją tą siatkówką no i dla nich wejście na boisko było wielką radością. Co bardzo istotne – mają one odpowiednie warunki fizyczne do gry i mam nadzieję, że przyszłość będzie należała do nich. Pierwszy krok został postawiony w tym sezonie, a na drugi rok będzie zdecydowanie lepiej.

Czy w zespole dojdzie do zmian?

Na pewno będą zmiany. Musimy robić roszady, bo dziewczyny „dojeżdżające" są bardzo zmęczone. Wszystko przez to, że muszą do nas przyjeżdżać np. z Rzeszowa czy innych miejscowości. Najczęściej po roku wiele zawodniczek nie wytrzymuje tego tempa życia, bo to jest bardzo męczące. Rozmawialiśmy z kilkoma dziewczynami i cały czas szukamy. Chcemy w tym roku skompletować skład nieco szybciej i już w czerwcu parafować umowy z zawodniczkami. Widać efekty naszej pracy. Zarząd klubu bardzo dobrze wywiązuje się z umów. Dziewczyny nie mają żadnych zaległości finansowych. To co zawarły w kontraktach mają wypłacane na bieżąco, a to jest bardzo istotne. Może nie są to wielkie pieniądze, ale jesteśmy uczciwi. Wydaje mi się też, że atmosfera w Tomaszowie jest taka, że dziewczyny chcą grać u nas. Nawet pomimo tego, że nie ma tu uczelni ani warunków do pracy. W drugiej lidze gramy już prawie trzynaście lat, więc Tomaszów nie wyobraża sobie, żeby nie było tu II-ligowej siatkówki. Mam nadzieję, że przyjdzie ten moment, że zbudujemy fajny zespół, który będzie walczył o wysokie cele. Graliśmy już wiele razy w czwórce, ale nie udało nam się jeszcze zagrać w finałach o I ligę. Może w końcu się uda.

autor D.K.

Następne spotkanie:

Tabela II ligi

Znajdź nas na Facebook'u