Spotkanie ligowe w ramach 13 kolejki rozegrały siatkarki II -ligowej Tomasovii, które we własnej hali podejmowały w sobotni wieczór Maraton Krzeszowice. Rywal przed tym meczem zajmował w ligowej tabeli przedostatnie 9 miejsce z dorobkiem 10 punktów, więc nic dziwnego, że za faworyta tego pojedynku był uważany zespół z Tomaszowa Lubelskiego. Jednak to, co się wydaje teoretycznie łatwe, bywa zazwyczaj bardzo trudne, o czym przekonali się widzowie zgromadzeni w hali, którzy opuszczali trybuny ze skwaszonymi minami, ponieważ tomaszowianki sprawiły swoim sympatykom przykrą niespodziankę, ulegając dość niespodziewanie gościom 1:3.
Początek meczu nie wskazywał na taki finałowy koniec tego pojedynku. Podopieczne trenera Stanisława Kaniewskiego i Krzysztofa Wróbla w pierwszym secie bardzo szybko, bo od stanu 5:5 zaczęły sobie wypracowywać bezpieczną przewagę punktową, którą z każdą minutą tylko powiększały. Efekt? Bezproblemowe zwycięstwo w pierwszym secie do 17. Jak się jednak potem okazało, były to miłe złego początki, ponieważ w kolejnych partiach już tak kolorowo nie było. Trzeba jednak przyznać, że drugi na początku nie wskazywał, iż siatkarkom Tomasovii może w nim się stać jakaś krzywda, ponieważ przez większą jego część prowadziły nawet 4 punktami 9:5, ale nie potrafiły utrzymać tej przewagi. Drużynie Maratonu udało się odrobić straty i przy stanie 18:18 zdobyć 4 punkty z rzędu i przy stanie 18:22 stało się jasne, że o wygranie tego seta będzie naszym siatkarkom bardzo trudno. Ostatecznie zespół z Krzeszowic wygrał do 21.
Zgromadzeni na trybunach widzowie spodziewali się raczej, że przegrany set tylko rozdrażni siatkarki Tomasovii, co pozwoli na zwycięstwa w kolejnych odsłonach. Tymczasem sprawy miały się zupełnie inaczej, ponieważ ten wygrany set dodał siatkarkom z Krzeszowic dodatkowej wiary we własne umiejętności. Przez całego 3 seta przyjezdne nie oddały ani razu prowadzenia, a co gorsza dla tomaszowianek zaczęły zdobywać seryjnie punkty. W pewnym momencie rywali miały przewagę 8 oczek 11:19, ale ostatecznie wygrały różnicą nieco mniejszą 19:25. W tym momencie chyba wszystkim przypomniał się mecz sprzed tygodnia z Kęt, gdzie nasz zespół musiał też odrabiać straty, by na koniec wygrać po tie-breku. Niestety również i w tym momencie nie spełniły się oczek owiania wszystkich zgromadzonych w hali. Wyrównana walka w tej odsłonie trwała do stanu 5:6, a następnie dość niespodziewanie przewagę punktową, tak jak we wcześniejszym secie zaczęły wypracowywać sobie siatkarki Maratonu. Podopieczne trenerów Stanisława Kaniewskiego i Krzysztofa Wróbla wprawdzie próbowały gonić wynik, ale na niewiele te próby się zdały, co zakończyło się ich porażką ponownie do 19 i w całym meczu sensacyjnie 1:3.
Teraz przed siatkarkami Tomasovii, które w ligowej tabeli są na 5 miejscu dwa tygodnie przerwy. Kolejny mecz tomaszowianki rozegrają w Łańcucie 1 lutego z ostatnim zespołem w tabeli MKS Bispol.
Galeria zdjęć – autor Norbert Myszka